tak też było w ostatnią niedzielę :)
niedziela, 28 sierpnia 2011
Pewnej niedzieli...
Jak to dobrze, że czasem wychodzi słońce i przestaje padać deszcz :) wtedy można zwiedzić co nieco okolicy :)
tak też było w ostatnią niedzielę :)
tak też było w ostatnią niedzielę :)
sobota, 13 sierpnia 2011
Jakiś czas temu...
Jakiś czas temu, kiedy jeszcze miałam więcej wolnego czasu, haftowałam sobie.
Ostatni mój obraz dziergałam gdy byłam jeszcze w ciąży. Teraz znów musi trochę poczekać na skończenie, bo priorytet maja prace domowe (pomiędzy kolejnymi drzemkami Małej ;) )
Ostatni mój obraz dziergałam gdy byłam jeszcze w ciąży. Teraz znów musi trochę poczekać na skończenie, bo priorytet maja prace domowe (pomiędzy kolejnymi drzemkami Małej ;) )
czwartek, 11 sierpnia 2011
Pierwsze koty za płoty.....
No i nadejszla ta chwila, kiedy wreszcie zebrałam się aby założyć tenże blog :)
Mam tu małego "szkodnika" koło siebie, który (a raczej która) skutecznie mnie rozprasza i odciąga od komputera, ale mam nadzieje, że czasem uda mi się coś tutaj naskrobać.
W zasadzie jeszcze nie zdecydowałam, czego właściwie będzie dotyczył mój blog, ale raczej skłaniać się będę do opisywania drobnych cieszących mnie rzeczy, którymi uwielbiam się otaczać.
Od kiedy sięgam pamięcią, marzyłam o tym by mieć dom w którym zimą jest ciepło i przytulnie. Gdzie w kominku pali się ogień, gdy za oknem trzaska mróz i szaleje zawierucha. Gdzie w czasie srogiej zimy chętnie wraca się zmarzniętym, by otulić się ciepłym pledem z filiżanką gorącej herbaty. By w mojej spiżarni znajdowało się dużo zapasów, każda półka i każdy słoik skrupulatnie opisane.
Te moje marzenia z dzieciństwa trwają do dziś. I chociaż jeszcze nie mam swojego własnego domu, to jednak w każde miejsce mojego pobytu wprowadzam detale, które choć trochę przybliżają go do domu z moich marzeń.
Mam tu małego "szkodnika" koło siebie, który (a raczej która) skutecznie mnie rozprasza i odciąga od komputera, ale mam nadzieje, że czasem uda mi się coś tutaj naskrobać.
W zasadzie jeszcze nie zdecydowałam, czego właściwie będzie dotyczył mój blog, ale raczej skłaniać się będę do opisywania drobnych cieszących mnie rzeczy, którymi uwielbiam się otaczać.
Od kiedy sięgam pamięcią, marzyłam o tym by mieć dom w którym zimą jest ciepło i przytulnie. Gdzie w kominku pali się ogień, gdy za oknem trzaska mróz i szaleje zawierucha. Gdzie w czasie srogiej zimy chętnie wraca się zmarzniętym, by otulić się ciepłym pledem z filiżanką gorącej herbaty. By w mojej spiżarni znajdowało się dużo zapasów, każda półka i każdy słoik skrupulatnie opisane.
Te moje marzenia z dzieciństwa trwają do dziś. I chociaż jeszcze nie mam swojego własnego domu, to jednak w każde miejsce mojego pobytu wprowadzam detale, które choć trochę przybliżają go do domu z moich marzeń.
Dzień drugi...
Wow, to już drugi dzień istnienia mojego bloga, a ja nadal mam zapał by go prowadzić :)
Za oknem zimno i pada i zimno i pada, wiec ani wyjść na spacer z Małą, ani na zakupy ;/ Cudną jesień mamy tego lata :) z resztą tutaj pada dość często, ale mogło by być choć trochę cieplej, a tu na termometrze ledwo 14 stopni :/
Dzięki takiej pogodzie, można pobuszować po necie i czasem znajdzie się coś ciekawego.
Ja uwielbiam wygrzebywać schematy do jesiennych i świątecznych ozdób, jakieś nowe wzory haftów lub ciekawe ebooki kulinarne. Dziś np. natknęłam się na książki Lucyny Ćwierciakiewiczowej z początków 20 wieku. W sumie zakupiłam kiedyś kilka reprintów jej książek w antykwariacie, ale mam jakąś dziwną chęć posiadania wszystkich tych pozycji również w wersji elektronicznej, mimo, że i tak zdecydowanie wolę książki w formie materialnej :)
Za oknem zimno i pada i zimno i pada, wiec ani wyjść na spacer z Małą, ani na zakupy ;/ Cudną jesień mamy tego lata :) z resztą tutaj pada dość często, ale mogło by być choć trochę cieplej, a tu na termometrze ledwo 14 stopni :/
Dzięki takiej pogodzie, można pobuszować po necie i czasem znajdzie się coś ciekawego.
Ja uwielbiam wygrzebywać schematy do jesiennych i świątecznych ozdób, jakieś nowe wzory haftów lub ciekawe ebooki kulinarne. Dziś np. natknęłam się na książki Lucyny Ćwierciakiewiczowej z początków 20 wieku. W sumie zakupiłam kiedyś kilka reprintów jej książek w antykwariacie, ale mam jakąś dziwną chęć posiadania wszystkich tych pozycji również w wersji elektronicznej, mimo, że i tak zdecydowanie wolę książki w formie materialnej :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

